koc na plaży, na kocu słomkowy kapelusz i słuchawki od telefonu

Zbliżają się wakacje. Czy powinniśmy je spędzić z dala od ekranów?

fot. Nellie Adamyan/Unsplash

O czym warto pamiętać w wakacje? „O higienie cyfrowej i zasadach cyberbezpieczeństwa!” – powiedzą niektórzy. W praktyce dużo przydatniejsza może się okazać zwykła, szeroko rozumiana ostrożność oraz znajomość zasad pierwszej pomocy (pamiętajcie, 30 uciśnięć, 2 wdechy!). Nie da się jednak ukryć, że w społeczeństwie, którego życie w dużej mierze toczy się w świecie ekranowym, pytania o rolę nowoczesnych rozwiązań w okresie letnim pojawiają się niejako automatycznie. Czy powinniśmy wykorzystać wakacje na ekranowy detoks i odpocząć od technologii?

To pytanie wydaje się istotne zarówno w kontekście dzieci – które kiedyś spędzały czas letni głównie na dworze, jak i w przypadku dorosłych, zmęczonych w zasadzie stałą dostępnością w pracy (wszak dostęp do służbowego komunikatora czy maila ma się niezależnie od pory dnia i nocy). W ostatnich latach rośnie świadomość zagrożeń związanych z nadobecnością w social mediach – rośnie też jednak zmęczenie oraz fala krytyki, kierowanej wobec osób, które nie wykorzystują wakacji na cyfrowy detoks.

Technologia zdominowała wakacje

Z różnych stron, czy to od ekspertów w internecie, czy od znajomych podczas spotkania towarzyskiego, czy też od zupełnie obcych ludzi, będą płynąć głosy „troski” i „oburzenia”. Znów usłyszymy kąśliwe uwagi na temat rodziców, którzy wyciągają telefon na placu zabaw, zamiast pobawić się z dzieckiem, czy na temat dzieci, które zabierają konsole na wakacje u babci, zamiast korzystać z przysłowiowej „rzeki i lasu”, jak to dawniej bywało (bo najwyraźniej to wina dzieci, że las dawno wycięto na rzecz grodzonego osiedla deweloperskiego).

Negatywne komentarze wzbudzi maluch z telefonem w restauracji czy z tabletem w samochodzie („hodowane dziecko leniwych rodziców”), celebryci czy znajomi chwalący się w social mediach drogimi zakupami, modnymi kierunkami podróży („lansują się i wywyższają”) lub zdjęciami z mało uczęszczanych szlaków (których „nie powinni pokazywać, żeby zaraz nie pojawiły się tam tabuny odwiedzających”).

Oberwie się turystom zdziwionym, że w górach nie ma zasięgu, a w niektórych schroniskach – prądu, oraz wszystkim tym, którzy cykają zdjęcia i kręcą filmy, zamiast „cieszyć się chwilą”.

Pracujący zostaną skrytykowani za psucie wakacyjnego nastroju w social mediach tematyką zawodową, urlopowicze – za chwalenie się tam czasem wolnym, gdy inni muszą pracować.

Żeby oddać sprawiedliwość – druga strona nie pozostanie dłużna. Ludzie wybierający analogowe alternatywy usłyszą od technoentuzjastów, że przesadzają, niepotrzebnie utrudniają życie sobie i innym, są zacofani i nie idą z duchem czasów. Niejedna osoba strzeli ostentacyjnego focha na wieść, że pracownica, koleżanka czy córka nie będzie dostępna na każde skinienie przez 24h/dobę, tylko zaszyje się w jakiejś dziczy, „całkowicie ignorując potrzeby firmy czy rodziny” (jakby prawa do własnych potrzeb nie miała).

Ci, dla których lato oznacza pracę przed ekranem, nieraz wypomną innym lenistwo, brak produktywności i będą wpędzać w poczucie winy.

Zwolennicy bezwzględnego kontrolowania dzieci zaczną grozić i straszyć nieszczęściami, z zacięciem godnym lepszej sprawy wyszukując informacje o tragediach. Takich, do których by nie doszło, gdyby dziecko karnie siedziało samo z konsolą w pokoju obok, zamiast pływać w jeziorze, jeździć na rowerze czy spędzać czas ze znajomymi.

Co więcej – nieraz ta sama osoba będzie zmieniać stronę barykady, w zależności od tego, na jakim etapie sama się znajduje. Przecież negatywne uwagi na temat ludzi z nosem spędzonym w ekranie można przeczytać właśnie w internecie. Wyszły spod klawiatury osób, które same wsadziły nos w ekran, tylko po to, by kogoś skrytykować.

Wielu podchodzi do wakacji, jako do okresu, w którym mają prawo pracować i odpoczywać wedle własnych potrzeb – tego samego prawa nie dając jednak innym.

To inni muszą zrozumieć, że my pracujemy – szkoły i przedszkola muszą być więc otwarte, rodzice innych dzieci – dostępni non stop na rodzicielskim chacie na WhatsAppie, sklepy, urzędy czy przychodnie lekarskie czynne po godzinach naszej pracy – żebyśmy zdążyli wszystko załatwić. Jeśli pracujemy z domu, sąsiedzi powinni się dostosować: nie trzymać w mieszkaniach dzieci i zwierząt, nie urządzać głośnych imprez, nie słuchać muzyki i najlepiej nie chodzić (drażniące kroki z nas sufitu…) ani nie gotować (rozpraszające zapachy z wentylacji…), żebyśmy mogli należycie skupić się na pracy.

Gdy jednak przychodzi czas naszego urlopu – to inni mają dostosować się do nas. Mają zrozumieć, że musimy akurat przeprowadzić remont czy skosić trawnik, że nasze dzieci hałasują w domu, że mamy prawo imprezować co wieczór lub że chcielibyśmy odpocząć w spokoju – więc niech nikt nie bombarduje nas tematyką szkolną czy zawodową, tudzież nie urządza imprez, bo wymarzyliśmy sobie cichy wieczór z książką.

Dodatkowo nieraz zapominamy, że ktoś może znajdować się w zupełnie innej sytuacji, niż nasza. Może więc warto powstrzymać się od rzucania kamieniami w osoby, w których butach nie jesteśmy?

Wakacje bez ekranów to luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić – i nie każdy chce. Sama jedne z najlepszych dni spędziłam w górach, bez zasięgu – bo chciałam i mogłam sobie na to pozwolić, inny wyjazd z kolei był w dużej mierze zdominowany przez ekrany – bo warunki nie pozwalały na alternatywę.

Luksus czasu wolnego

Wakacje nie dla każdego oznaczają odpoczynek. Dla większości ludzi dorosłych to okres różnego rodzaju wzmożonej pracy, podczas której starają się wyrwać kilka wolnych chwil czy dni dla siebie.

Niektórzy patrzą z zazdrością na znajomych nauczycieli, freelancerów czy osoby przebywające na urlopie rodzicielskim. Nieraz pomijają przy tym bardzo istotną kwestię: nie każdy ma babcie czy nianie do pomocy, nie każde dziecko nadaje się na kolonie czy do „awaryjnego” przedszkola, nie każda miejscowość takie przedszkole oferuje, a brak pracy zawodowej w danym okresie dla wielu oznacza brak zarobków.

Nie każdy wakacyjny wyjazd to przyjemność – nieraz to po prostu kwestia różnych zobowiązań czy braku odpowiednich warunków w miejscu zamieszkania. Mówiąc wprost: lato u rodziny na wsi nie zawsze wynika z nadmiaru wolnego czasu i tęsknoty za „wsią spokojną i wesołą” – nieraz to kwestia wyrwania się z gorącego mieszkania bez klimatyzacji czy konieczności wsparcia starszych rodziców. Jeśli podczas takiego wypadu ktoś zrobi sobie przerwę w (zawodowej lub nie) pracy, usiądzie z przysłowiową kawą na tarasie i pochwali się zdjęciem na Instagramie – czy naprawdę powinien być z tego rozliczany?

Inni z kolei patrzą zazdrośnie na znajomych etatowców z korporacji, którzy wysyłają dzieciaki na obozy czy wakacje u dziadków, sami ciesząc się komfortem pracy w klimatyzowanym pomieszczeniu, wolnymi wieczorami i zarobkami pozwalającymi na atrakcyjny wyjazd. Tyle, że ta praca w klimatyzowanym biurze wiąże się często nie z wolnymi wieczorami, a nadgodzinami (ktoś musi przecież wykonać pracę kolegów będących na urlopie), a odesłanie dzieci wynika z prostego faktu, że ktoś musi się nimi zająć w wakacje. Czy powinno się takim osobom wypominać, że ich dziecko spędza wakacje u dziadków przed ekranem?

Praca zawodowa w wakacje zwykle nie jest przyjemnością, a prozą życia: wylegiwaniem się na plaży nie zapłaci się rachunków, a firma nie stanie na ponad 2 miesiące tylko po to, żebyśmy mogli pochodzić po górach. Nikt nie przestanie prowadzić firmowego konta czy pisać służbowych postów na LinkedInie tylko dlatego, żebyśmy odpoczęli od tematów zawodowych podczas urlopu. Zamiast więc mieć pretensje do znajomych, że Ci żyją pracą, a ich dzieci siedzą u babci na Tik Toku, może po prostu sami wologujmy się z LinkedIna i zajmijmy własnym życiem?

Ocenianie gorsze od ekranów

Włożę kim w mrowisko. Pochopne ocenianie cudzego życia jest moim zdaniem dużo bardziej szkodliwe, niż mityczny smartfon. Rzucanie oskarżeniami nie sprawi, że ludzie ograniczą korzystanie z technologii – co najwyżej jeszcze bardziej zamkną się w domach, uciekając od wzroku oceniających.

Wakacyjne zdjęcie z modnego miejsca z drogą torebką może oznaczać, że ktoś się wywyższa i lansuje – zwykle jednak będzie oznaczać, że ktoś dobrze się bawi i chce się z nami podzielić swoją radością.

Spędzenie kilku dni przed ekranem bywa ceną za to, że kolejne kilka spędzi się z dala od niego.

Ekran w podróży może być kwestią fizycznych ograniczeń – stos gier planszowych, książek czy analogowych zabawek nieraz zwyczajnie nie zmieści się do już i tak przepakowanego plecaka.

Robienie przedszkolakowi zdjęć przed wyjściem czy wrzucenie mu lokalizatora do kieszeni może realnie ułatwić znalezienie kilkulatka, gdy ten się zgubi – a o to w zatłoczonych miejscach, z placami zabaw na czele, naprawdę nietrudno.

Powszechnie krytykowane tablety w samochodzie oznaczają, że kierowca będzie w stanie skupić się na drodze, a nie ciągłych dziecięcych kłótniach.

Dziecko ze smartfonem w restauracji ma nieraz za sobą wiele godzin marszu po górach i nieraz dłuższą trasę ze sobą, niż oceniająca go obca osoba ze stolika obok.

Jednak ludzie wykorzystujący wakacje na cyfrowy detoks nie byliby tak wrażliwi na punkcie wszechobecnej technologii, gdyby sami nie byli na każdym kroku wyśmiewani czy krytykowani za swoje zdroworozsądkowe podejście.

Wyznawcy nowoczesności traktują ją jak religię, na którą każdego trzeba nawracać. Nie przyjmują do wiadomości, że nadmiar czasu przed ekranem szkodzi, że dziecko bez cyfrowej smyczy uczy się samodzielności, że ktoś woli papierową książkę od czytnika, że klasyczna mapa, w przeciwieństwie do GPSa, się nie rozładuje i nie zgubi zasięgu. W niechęci do technologii widzą niechęć do rozwijania się, w wyłączeniu telefonu – nieodpowiedzialność, nie dostrzegając przy tym, że ich postawa („masz myśleć tak jak ja i być zawsze pod telefonem do mojej dyspozycji”) bynajmniej o odpowiedzialności, a tym bardziej o dojrzałości czy rozwiniętej empatii, nie świadczy.

Przede wszystkim jednak, niezależnie od tego, po której stronie barykady stoimy, spotykając obce osoby nie wiemy, jak wygląda ich codzienne życie. Widzimy jedynie wycinek – dlaczego więc rościmy sobie prawo do publicznego oceniania? Ludzie, których przez moment widzimy z ekranem przy stoliku, prowadzą często bogatsze analogowe życie, niż Ci, którzy krytykują ich w internecie. Ci drudzy i tak znajdą powód, żeby się doczepić. 7latek będzie im przeszkadzać i ze smartfonem, i z piłką w ręku.

Zasady zamiast detoksu

Warto zamiast na innych, obcych ludziach, skupić się na tym, na co sami mamy wpływ. Wakacyjny cyfrowy detoks nie zawsze będzie możliwy i nie zawsze będzie dobrym rozwiązaniem.

W przypadku przeciętnej rodziny dużo lepszą opcją może się okazać wprowadzenie wakacyjnych zasad ekranowych. Nieraz nie przekonamy dziadków czy wujostwa, by nie puszczali naszemu synowi czy córce bajek i nie dawali telefonu do ręki. Wysyłając dzieci na wakacje do rodziny musimy liczyć się z tym, że zasady panujące u babci czy cioci będą się różnić od tych domowych, a bliscy i tak wyświadczają nam dużą przysługę, zajmując się naszym potomstwem w czasie, gdy my zajmujemy się pracą. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wspólnie, taktownie i otwarcie, porozmawiać o naszych obawach i dojść do kompromisów.

Podobnie można postąpić w naszych własnych domach. Dla współczesnego dziecka wakacje oznaczają nieraz więcej czasu przed ekranem – i nie ma w tym nic złego, jak długo na inne przyjemności oraz obowiązki też znajdują czas.

Nie ma nic zdrożnego w pracy zawodowej podczas wakacji, w uwiecznianiu chwil za pomocą zdjęcia czy video, w spędzaniu czasu przed konsolą – zamiast na deptaku miasta przy 40 stopniach. Problemem nie jest sama technologia, a brak umiaru czy rozsądku w jej zastosowaniu.

Jest różnica między rodzicem, który cyknie fotkę z wypadu nad jezioro – a takim, który po jej zrobieniu zatopi nos w telefonie, zostawiając dziecko niepilnowane.

Nie róbmy sobie wyrzutów sumienia, gdy spędzamy letni dzień w pracy, pozwalając w tym czasie grać dziecku na komputerze. Ludzie, którzy publicznie nas za to krytykują, też siedzą przed ekranem, zamiast radośnie schodzić na udar cieplny w imię analogowego spędzania czasu na zewnątrz.

To nie brak ekranów czy higieny cyfrowej stanowią problem – a brak tolerancji, zrozumienia i zwykłej ludzkiej życzliwości. Jeśli mamy latem możliwość, aby komfortowo odpocząć od obowiązków czy ekranów – wykorzystajmy ją. Bądźmy jednak dla siebie nawzajem bardziej wyrozumiali. „Technosceptyk” może spędzić udany urlop z „technoentuzjastą” – jeśli obie strony podejdą z szacunkiem do wyborów i potrzeb drugiej osoby. Czas wolny można przecież przeznaczyć na robienie czegoś dobrego dla siebie czy bliskich, zamiast na ocenianie innych.