Zastanawiałam się, czy powinnam napisać podsumowanie roku 2025 – zdecydowałam się tego jednak nie robić. Dlaczego?

fot. Unsplash
Po pierwsze: internet jest pełen tego typu wiadomości. Znajdziemy lepsze i gorsze audycje czy artykuły, podsumowania czy to w formie przeglądu tekstów, czy głębszych analiz, dotyczących w zasadzie wszystkich dziedzin, jakimi żyła infosfera w ostatnim roku. Zagadnienia związane z technologią czy polityką cyfrową nie stanowią tutaj wyjątku i znajdziecie je w mojej ostatniej prasówce.
Po drugie – z zasady nie jestem fanką podsumowań. Więcej na ten temat wspomniałam w swoim zeszłorocznym artykule pt. “O czym nie przeczytasz w popularnych podsumowaniach 2024 roku?” – i wciąż podpisuję się pod wszystkim, co tam napisałam.
Politycy wciąż zawodzą, a społeczników wciąż się nie docenia
Siłą rzeczy musiałabym zaktualizować informacje, jednak generalnie wszystko sprowadza się do tego samego. Równie dobrze można na początku roku stworzyć checklistę, wpisać na nią “regulacje nie działają”, “rządzący nie spełniają pokładanych w nich nadziei”, “big techy lobbują i próbują się wybielać”, “brakuje odpowiedniej kontroli nad służbami” – i na koniec roku odhaczać poszczególne punkty. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdybym do tej listy dodała bardziej precyzyjne “DSA w Polsce wciąż niewdrożone” czy “wciąż nie doczekaliśmy się pełnej publikacji kodu mObywatela”, to w grudniu 2026 roku z dużym prawdopodobieństwem mogłabym (niestety) zaznaczyć jedno i drugie.
Musiałabym też dodać aktualizację odnośnie działań poszczególnych organizacji. “W 2025 roku złożyliśmy 17 opinii przyjaciela sądu” – pisze na swojej stronie Watchdog Polska. A przecież zrobili dużo więcej – mają na koncie między innymi walkę ze SLAPPami czy o Centralny Rejestr Umów, porady prawne, działania informacyjne czy pomoc ludziom i organizacjom w dostępnie do informacji publicznej.
Stowarzyszenie Demagog, podobnie jak inne organizacje fact-checkingowe, na bieżąco publikuje analizy i weryfikuje informacje. W Sylwestra 2024 roku licznik zweryfikowanych fakenewsów zatrzymał się na 2861 – obecnie wynosi już 3511.
Fundacja Panoptykon, kojarzona w tym roku głównie z działaniami na rzecz wdrożenia DSA w Polsce, ma też na swoim koncie m. in. skargę do UODO na przechowywanie lokalizacji i billingów, walkę o wprowadzenie podatku cyfrowego czy kontrolę nad służbami, o licznych artykułach nagłośnianiu różnych spraw już nie wspominając.
Trzeba by też wspomnieć o pracy aktywistów z Fundacji Internet Czas Działać, broniącej prywatności w Internecie, czy o Instytucie Cyfrowego Obywatelstwa, któremu zawdzięczamy nie tylko edukację w dziedzinie higieny cyfrowej i włączenie tej tematyki w prace polityczne, ale także raport Internet Dzieci. To dzięki niemu wreszcie wiemy, jak duży jest problem narażania małoletnich na szkodliwe treści w internecie.
Realnie patrząc, trzeba by napisać o niezliczonej ilości innych, większych i mniejszych organizacji, których działalności nie śledzę na bieżąco, a które w minionym roku po raz kolejny wykonały tytaniczną pracę w obszarze czy to dbania o nasze cyfrowe prawa cyfrowe podstawowe, czy w inny sposób troszcząc się o to, co ważne – i nie trafiając na pierwsze strony serwisów informacyjnych.
„Nic się nie zmienia” może być dobrą wiadomością
Innymi słowy: zaktualizowałabym fakty, ale w pozostałych kwestiach nic bym w tym artykule nie zmieniała. Jego wydźwięk pozostałby taki sam. Moje zdania z brudnopisu, który pisałam pod kątem tegorocznego tekstu, są bliźniaczo podobne do tych z zeszłorocznego artykułu. “Obok makrohistorii toczą się mikrohistorie” – napisałam kilka dni temu w zeszycie. “W cieniu makroskali zawsze żyje mikroskala – nasze życie nie zależy wyłącznie od medialnych globalnych wydarzeń” – przeczytałam później w swoim własnym podsumowaniu sprzed roku (do którego zajrzałam, bo chciałam je sobie przypomnieć).
Myślę, że w takim zestawieniu można dostrzec jeszcze coś.
Na co dzień jesteśmy otoczeni nadmiarem newsów, bodźców i informacji, od których nie jesteśmy w stanie się opędzić. Korporacje, media, ale też zwykli ludzi – nasi znajomi, współpracownicy, klienci czy członkowie rodziny pilnują, byśmy byli ze wszystkim “na bieżąco”.
Otrzymujemy dziesiątki, a nieraz setki wiadomości i powiadomień: z emaila, mediów, socialmedów, komunikatorów, e-dzienników, aplikacji konsumenckich. Podczas spotkań świątecznych czy obiadów rodzinnych rozmawiamy o polityce, ew. przysłuchujemy się, jak robią to inni. Niektórzy nie wyobrażają sobie Wigilii bez włączonego telewizora, z którego różni przedstawiciele władz składają życzenia.
Świat przekonuje nas, że co chwila dzieje się coś istotnego, co wymaga naszej pilnej uwagi. Prawdopodobnie jest to coś złego – i dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy się o tym pilnie przekonać. Ewentualnie świat pędzi naprzód i – niezależnie od tego, czy chodzi o przykre, czy radosne wydarzenia – wymaga w tym pędzie naszego udziału i zaangażowania. W przeciwnym razie stracimy i zostaniemy w tyle.
“Proszę o pobranie Whatsappa” – przeczytałam, gdy chciałam zapisać dziecko do organizacji harcerskiej. Gdy odmówiłam, dowiedziałam się, że przez to nie będę mieć dostępu do istotnych wiadomości. Po raz kolejny życie pokazało mi, że przymus cyfrowy i siedzenie z nosem w ekranie, aby nic nie umknęło, dotyczy coraz szerszych dziedzin życia.
Gdy w okresie międzyświątecznym postanowiłam odpocząć i nacieszyć się przyjemnościami, miałam świadomość, że większość świata już dawno ruszyła dalej, bo przecież nie wypada “lenić się i nic nie robić”. Wciąż jestem zdania, że w okresie świąteczno-noworocznym nie ma sensu skupiać się na branżowych podsumowaniach roku. Są w tym czasie sprawy istotniejsze – nie z perspektywy wielkiej polityki, ale z perspektywy pojedynczego człowieka. Mam jednak świadomość, że taka postawa ma swoją cenę. Zarówno forma tego tekstu (czyli bardziej felieton, niż podsumowanie), jak i data jego opublikowania (dopiero 8 stycznia, zamiast tuż po świętach) zostaną przez niektórych odebrane jako objaw “braku profesjonalizmu” i “nieznajomości prawdziwego życia”.
Od 20 grudnia nie zajrzałam na szkolne grupy rodzicielskie – wychodząc z założenia, że mam do tego prawo. Gdy jednak temat przy jakiejś okazji wypłynie, pewnie zacznę się odruchowo tłumaczyć. Tak, jak mi ktoś niedawno tłumaczył się z braku reakcji na wiadomość na jednej z platform sprzedażowych, mimo, iż nie oczekiwałam natychmiastowej reakcji. Przyzwyczailiśmy się do tego, że wedle społecznych oczekiwań musimy być ze wszystkim “na bieżąco” i reagować natychmiast.
Jedni z nas doświadczają FOMO (Fear of Missing Out – strach przed przegapieniem czegoś istotnego) – a inni zdziwienia faktem, że nie biorą w nim udziału.
Tymczasem, realnie patrząc, mimo świata i feedu pędzących naprzód, mimo powszechnego przekonania, że przegapienie jednej informacji czy wiadomości wywoła jakieś negatywne konsekwencje – przez miniony rok niewiele się zmieniło. Świat kręci się dalej, niezależnie od tego, co powiedział Elon Musk, niezależnie od tego, czy byliśmy dostępni online 24h/dobę, czy ktoś się na nas obraził za brak lajka na fb lub natychmiastowej reakcji na komunikatorze.
Wciąż dobrych informacji lepiej szukać w niszy, wciąż przeceniamy to, o czym donoszą media, a nie doceniamy tego, czego nie widać. Jako społeczeństwo w dalszym ciągu staramy się dostrzec więcej dobra w technologii, podchodząc z wyrozumiałością do jej błędów i niedoskonałości, a więcej zła dostrzegając w drugim człowieku, zamiast odwrócić tę tendencję.
Dajemy się ponieść emocjom, na których bazuje obecna infosfera. Udzielają nam się strach, frustracja czy poczucie beznadziei, spowodowane czy to sytuacją geopolityczną, czy kolejną złą wiadomością. Zapominamy, że jako jednostki wciąż mamy sprawczość. Nie tylko politycy czy korporacje mają wpływ na rzeczywistość – my również ją kształtujemy.
Możemy sprawić, by była lepsza. W różny sposób – bo jesteśmy różnymi ludźmi i każdy z nas musi znaleźć swoją własną drogą. Jedni zostaną aktywistami i zaangażują się w pracę NGOsów, inni wykorzystają swoją obecną pracę (w kulturze, edukacji, dziennikarstwie czy innych branżach), by zrobić coś pozytywnego. Jeszcze inni będą po prostu dawać dobry przykład swoim codziennym życiem. W sposoby, który tylko pozornie wydają się sprzeczne.
Jedni zadbają o swoją prywatność, ograniczając socialmedia lub rezygnując z nich. Inni będą bronić swojego prawa do dzielenia się życiem czy działalnością na Instagramie, walcząc jednocześnie o to, by korporacje nie cięły zasięgów i nie szkoliły AI na treściach użytkowników. Zamiast kłócić się o “jedyną słuszną” postawę warto przyjąć, że obie są potrzebne i mogą z powodzeniem koegzystować obok siebie. Możemy być ludźmi dla siebie nawzajem, starać się podchodzić do innych z większą wyrozumiałością, tak, aby druga osoba nie bała się zwrócić do nas jako do człowieka. Finalnie taka postawa nieraz okaże się skuteczniejsza, niż wysyłanie pouczających linków nt. szkodliwości rozmów z chatbotami.
Jeśli jednak nie damy rady – nie obwiniajmy się na siłę. Nie musimy zbawiać świata. Możemy nie mieć na coś siły, czasu czy innych zasobów. Mamy prawo czuć się zmęczeni – nie tylko infosferą, polityką czy pracą, ale też innymi ludźmi. Mamy prawo odpuścić, odpocząć i zebrać siły. Zamiast się zadręczać wyrzutami sumienia, poświęćmy czas na przemyślenia i pozwólmy sobie spojrzeć na wszystko z dystansu.
Nie żyjemy w idealnym świecie. Jeśli będziemy szukać zła – zawsze je znajdziemy: w infosferze, w innych ludziach i w nas samych. Zamiast tego warto się nauczyć szukać dobra – i walczyć o nie dostępnymi dla nas metodami. Może mamy za mało zasobów, by zaangażować się walkę przeciwko big techom, ale możemy ich przynajmniej nie wspierać? Może nie mamy czasu na kontakt z kolejnym człowiekiem – ale znajdziemy go na pogłębienie relacji z kimś bliskim, wsparcie jakiejś organizacji czy ograniczenie korzystania z AI? Lub przynajmniej przestaniemy gorliwie przekonywać innych, że powinni “ułatwić sobie życie” i korzystać w pracy z chatbota?
Wbrew pozorom w 2025 roku mieliśmy wpływ na naszą rzeczywistość – i w świecie cyfrowym, i poza nim. W 2026 roku będzie podobnie. O większości tych sukcesów czy porażek nie przeczytamy w medialnych podsumowaniach roku, ani w ogóle w mediach. Nie musimy. To nie tylko od polityków i korporacji, ale w dużej mierze od nas samych zależy, jak w nadchodzących miesiącach będzie wyglądać życie nasze – i naszego otoczenia. Mamy moc sprawić, by było lepsze. Nie potrzeba żadnych specjalnych kwalifikacji, żeby być przyzwoitym człowiekiem. I – co budujące – nigdy nie jest za późno, by się nim stać. Wystarczą chęci i samodzielna praca nad sobą.
Piszę o ludziach, polityce cyfrowej, big techach i wpływie technologii na społeczeństwo. Wrzucam też cotygodniowe prasówki z tematyki cyfrowej i feministycznej. Jestem publicystką, feministką i świecką humanistką. Działałam w polskich indymediach. Współpracowałam z redakcją techspresso.cafe, publikowałam w serwisie szmer.info. Obecnie prowadzę blog pod adresem didleth.pl, ale jestem też otwarta na współpracę z innymi serwisami. Zachęcam do lektury i kontaktu! 🙂


