screen ze strony tytułowej Wikipedii

Wikipedia z okazji swoich 25 urodzin ogłosiła nowinę: podpisanie umów z firmami zajmującymi się sztuczną inteligencją, m. in. z Amazonem czy Microsoftem. Jaka przyszłość czeka Wikipedię?

Wikipedii nie trzeba nikomu przedstawiać. Powstałe 25 lat temu narzędzie, stworzone początkowo jako pomocniczy dodatek dla ekspertów, z czasem rozrosło się do samodzielnego projektu, znanego na całym świecie. Chociaż nigdy nie była idealna, zmagała się z różnymi problemami i budziła pewne kontrowersje, to zyskała taką popularność wśród Europejczyków, że zaliczono ją nawet do VLOPów.

Więcej na ten temat pisałam w artykule Wikipedia. Czy sztuczna inteligencja zniszczy ten projekt? Poruszałam tam problem generowania treści przez AI. Okazuje się jednak, że to nie generowania treści powinniśmy się najbardziej obawiać.

Już w 2022 roku Wikimedia Foundation (która stoi za Wikipedią) weszła we współpracę z Google czy mniejszymi firmami (jak np. wyszukiwarka Ecosia). Wczoraj natomiast, w dniu 25 urodzin projektu, przedstawiciele Wikipedii ogłosili podpisanie umów z firmami zajmującymi się AI. Wśród sygnatariuszy mają się znaleźć m. in. Amazon, Meta, Perplexity, Microsoft czy – na europejskim podwórku – Mistral AI. Na mocy podpisanych umów big techy miałyby płacić za możliwość karmienia swoich LLMów na treściach oferowanych przez sztuczną inteligencję. Innymi słowy: Wikipedia ogłosiła, że będzie sprzedawać korporacjom swoje treści, a wolontariusze i użytkownicy odczytali ukryty między wierszami przekaz: sprzedaliśmy wasze ideały.

Koniec dzieciństwa?

Podobno z wiekiem tracimy swoje młodzieńcze marzenia i ideały. Zamieniamy dziecięcą naiwność na realizm dorosłego życia. Idea nie opłaci za nas rachunku za gaz czy przedszkola dla dziecka, o racie kredytu mieszkaniowego nie wspominając. Dorosłość ma swoją cenę.

Dzieci urodzone w 2001 roku też mają już 25 lat, pracują i zakładając rodziny. To ta słynna “egoistyczna młodzież, której nic nie obchodzi”, więc zamiast chodzić na wolontariat do schroniska, bierze nadgodziny w pracy, a zamiast udzielać się politycznie, zmienia dziecku pieluchy. A w międzyczasie wysłuchuje pretensji ze strony wszystkowiedzących przedstawicieli starszych pokoleń, które ten świat tak urządziły, ale zamiast wziąć za niego odpowiedzialność, wolą ponarzekać na młodzież.

I chociaż z antropomorfizacją technologii trzeba uważać, to zdaje się, że coś podobnego stało się właśnie z Wikipedią. “Wiedza jest darmowa. Infrastruktura nie” – zwraca uwagę Franziska Heine z Wikimedia Deutschland.

Pozornie można przyjąć, że chęć zysku wygrała z ideałami – nie pierwszy, nie drugi i nie ostatni raz w historii ludzkości. Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że każdy idealistyczny projekt albo upadnie, albo z czasem stanie się swoją własną karykaturą – i że najpopularniejsza internetowa encyklopedia nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.

Skoro więc mamy już kamienie, którymi rzucamy w młodzież, możemy użyć ich do ukamienowania Wikipedii. Albo możemy je wszystkie odłożyć na bok, razem z emocjami.

Skąd taka decyzja?

Lepiej na spokojnie zastanowić się, dlaczego przedstawiciele Wikimedia Foundation zdecydowali się na podjęcie właśnie takiej decyzji – i ogłoszenie jej w urodziny projektu.

Po pierwsze – i osobiście wciąż mam nadzieję, że to właśnie ten przypadek – mogło chodzić o prowokację i zwrócenie uwagi na problem. Urodziny to idealna okazja, bo przekaz pójdzie w świat. Może to wołanie: “mamy za mało ludzi i funduszy, korporacje żerują na naszych treściach, jeśli zaraz czegoś nie wymyślimy, to będziemy współpracować z. big techami?”

Po drugie – konieczność utrzymania infrastruktury jednego z największych projektów na świecie generuje gigantyczne koszta. Ani deklaracje poparcia dla Wikipedii, ani głosy oburzenia decyzją fundacji, tych kosztów nie pokryją.

Po trzecie – nie znam organizacji, w której przez 25 lat prowadzono by tylko krystalicznie czyste działania podejmowano wyłącznie słuszne decyzje. Duże i starsze NGOsy zwykle trafiają na celownik tych mniejszych, działających w mikroskali i mierzących się z zupełnie innymi problemami. A i w tych mniejszych kwestia “skąd brać pieniądze” budzi najwięcej emocji i konfliktów.

Po czwarte: wspomniane firmy już i tak żerują na Wikipedii. Karmią swoje LLMy treściami, które ludzie napisali dla ludzi. Co więcej – sama licencja encyklopedii na to pozwala. Boty mają już odpowiadać za 65% “najkosztowniejszych żądań”, jakie musi przyjąć infrastruktura techniczna. Innymi słowy – korporacje generują koszta, nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Tymczasem ludzki ruch spada – użytkownicy wolą szukać wiedzy u ChataGPT czy skorzystać z podsumowań wygenerowanych przez googlowe AI (Google AI Overviews bazujące na Gemini). Paradoksalnie Wikipedia, ze swoimi wszystkimi wadami i błędami, stała się dziś jednym z wiarygodniejszych źródeł informacji. W przeciwieństwie do postów czy filmików krążących w socialmediach, może się poszczycić transparentnym procesem redakcyjnym i weryfikowalnymi przypisami. Wikipedia nie halucynuje i nie generuje fakenewsów. W przeciwieństwie do chatbotów, na które wielu użytkowników ją zamieniło.

Ilekroć w grę wchodzi biznes i duże pieniądze, uruchamia się w nas tendencja do szukania w ludziach interesowności, “niskich pobudek” i działania “dla pieniędzy”. Innymi słowy – właśnie sprzedania się. W tym kontekście umyka nam coś ważnego.

Społecznicy są zwykle ulepieni z trochę innej gliny. Przesuwają granice własnych potrzeb, by zrobić miejsce dla potrzeb innych osób. Dorastając, zachowują w sobie dziecięcą naiwność i wiarę w drugiego człowieka. Wierzą, że lepsza przyszłość jest możliwa – i szukają sposobów na jej osiągnięcie. Gdy osoba zaangażowana w projekt opowiada, że Wikipedia ma zapewnić dostęp do wiedzy dla jak największej liczby ludzi – i że droga ku temu wiedzie poprzez dostarczenie wiarygodnych informacji LLMom, by te mniej halucynowały – to prawdopodobnie mówi szczerze.

Niektórzy mogą sobie po prostu nie zdawać sprawy z zagrożeń związanych czy to z samym scrapingiem, czy z finansowaniem projektu przez duże firmy i szczerze wierzyć, że tego typu współpraca to świetne rozwiązanie.

Problemem są nie tyle (a przynajmniej nie tylko) NGOsy, które idą na współpracę z big techami – a politycy, którzy nie potrafią temu zapobiec, korporacje, które to wykorzystują i społeczeństwo podatne na “divide et impera”.

Jak uratować tonący okręt?

Samym społecznikom natomiast może umknąć coś innego. Wiedza to potęga. U podstawy niekomercyjnych inicjatyw dawnego internetu leżało przekonanie, że “informacja chce być wolna” i powinna być dostępna dla wszystkich. Wikipedia w pewnym sensie zdemokratyzowała zarówno tworzenie wiedzy encyklopedycznej, jak i korzystanie z niej. W przeciwieństwie do tysięcy, jeśli nie milionów pomniejszych inicjatyw, przetrwała powstanie i rozwój kapitalizmu inwigilacji i wszystkiego, co z nim związane. Poradziła sobie w tym czasie lepiej, niż niejedna państwowa instytucja.

Sęk w tym, że najwyraźniej przestała sobie radzić – i chyba wszystkim zabrakło pomysłu, jak przezwyciężyć kryzys. Chociaż na papierze idea, aby firmy technologiczne płaciły za problemy, które generują, wygląda świetnie, to w praktyce prowadzi do finansowego uzależnienia od projektu od korporacji. Czy demokratyczna encyklopedia finansowana przez big techy wciąż pozostanie demokratyczna?

Skoro wiedza to władza – to kto kontroluje to, co wiedzą i w co wierzą ludzie? I jak sprawić, by wciąż znajdowała się ona pod kontrolą społeczną? Jeśli nie znajdziemy sposobu, by uratować Wikipedię w jej obecnej formie, to demokratyczna wiedza stanie się kolejną niszą dla wąskiej elity, a pozostałym zostanie co najwyżej wybór między chatbotami poszczególnych korporacji.


Cenisz to, co robię?

Możesz mnie wesprzeć za pomocą buycoffe lub Patronite 🙂

Źródła

https://www.ardaudiothek.de/episode/urn:ard:episode:d675e390fa0acf0a/ https://apnews.com/article/wikipedia-internet-jimmy-wales-50e796d70152d79a2e0708846f84f6d7 https://arstechnica.com/ai/2026/01/wikipedia-will-share-content-with-ai-firms-in-new-licensing-deals/?utm_source=bluesky&utm_medium=social&utm_campaign=aud-dev&utm_social-type=owned